czwartek, 12 czerwca 2014

{ Rozdział 20 }


- Powinniśmy wstawać - zauważyła blondynka, kreśląc palcem kółka na torsie Brewera, gdy po dwóch godzinach było po wszystkim.
- Jakoś nie mam ochoty - mruknął i pocałował ukochaną w czubek głowy. - Za bardzo mi się tu podoba - stwierdził, a sekundę później namiętnie wpił się w jej usta. Położył się na niej, podpierając się rękami, by jej nie skrzywdzić. Dziewczyna odwzajemniła gest, żarliwie go pogłębiając. Zjechał z pocałunkami na jej szyję, robiąc kolejną malinkę. Jego ręka wkradła się pod kołdrę i gładziła udo Kimberly.
 - Jesteś... niemożliwy - westchnęła, gdy chłopak zaczął pieścić jej piersi. - Musimy... iść... już prawie... druga.
- No wiem - mruknął i delikatnie musnął usta drugiej połówki.
Chcąc, nie chcąc, ubrali się, a po kilkunastu minutach byli w drodze do Domu Mody.
- Zapomniałem zapytać, kim jest ten cały Ricky - zauważył Brewer, na chwilę odrywając wzrok od jezdni.
- Nikt ważny - skwitowała. - Chłopak mojej przyjaciółki, ale to już chyba wiesz. Sama za dobrze go nie znam.
- Może jestem przewrażliwiony, ale wydawało mi się, że dziwnie na ciebie patrzył.
Crawford zaśmiała się nerwowo, nie chciała mówić Jack'owi o sytuacji związanej z Weaver'em. Wiedziała, jaka będzie jego reakcja i wolała jej raczej uniknąć. Poza tym, za dwa dni on i Rosalie wracają do Chicago i nie wiadomo kiedy znowu wrócą do Miami. Spięcia Brewera i blondyna były rzeczą najmniej pożądaną. Na dodatek Bennett dowiedziałaby się o drugiej twarzy swojego chłopaka. Być może wyszłoby jej to na dobre, lecz Crawford nie chciała narażać jej na cierpienie.
- Co? Nie, wydawało ci się - skłamała i uśmiechnęła się sztucznie, lecz go tym nie nabrała.
- Kimmy, mnie nie oszukasz. Jak kłamiesz, zawsze się tak uśmiechasz - stwierdził, a Crawford westchnęła ciężko.
- To wkurzające, że znasz mnie na wylot - fuknęła, udając obrażoną, lecz za chwilę oboje się roześmiali.

****

Gdy para wyszła z samochodu, zaczęła kierować się do wejścia. Jednak po drodze natknęli się na Ricky'ego w towarzystwie średniego wzrostu szatynki.
- Rosie!
- Kim! - pisnęły niemal jednocześnie i się przytuliły. - Dawno cię nie widziałam! Opowiadaj, co się działo przez ten czas.
- Rosalie, poznaj mojego chłopaka, Jack'a - powiedziała i chwyciła jego dłoń, co spotkało się z chłodnym spojrzeniem ze strony blondyna.
- Miło mi - uśmiechnęli się do siebie.
- Przykro mi, ale musimy lecieć. Za chwilę mamy być w wytwórni - rzucił Weaver, a minutę później pary nie było w zasięgu wzroku.
Brewer i Crawford weszli do Domu Mody.

W sali konferencyjnej toczyła się rozmowa Victorii, Davida i jednego z czołowych fotografów - Steven'a Kinga. Mężczyzna zainteresowany był bowiem paroma modelkami, które miałyby wziąć udział w sesji do najnowszego wydania jednego z popularnych magazynów. Widział on bowiem kilka pokazów w Nowym Yorku i wytypował kilka potencjalnych kandydatek.
- Każda wzięłaby udział w oddzielnej sesji - oświadczył. - Z tego co zauważyłem, sześć modelek byłoby odpowiednich. - Olivia Duncan, Melissa Brooke, Susan Collins, Lindsay Williamson, Jessica Thomson i Kimberly Crawford - zakończył. - Zacząłbym nawet od dzisiaj i przez kilka kolejnych dni, jeśli oczywiście wyrazilibyście na to zgodę.
- Gdzie miałoby się to odbyć? - zapytał Brewer.
- U mnie w studiu - powiedział brunet, uśmiechając się delikatnie. Miał dwadzieścia pięć lat i już od małego jego ulubionym zajęciem było bieganie z aparatem. Ciągle powtarzał, że zostanie słynnym fotografem, a jego marzenia wkrótce się spełniły. Jedno z czołowych wydawnictw zatrudniło go na staż, a po kilku latach stał się najlepiej opłacanym człowiekiem w swojej branży.

- Dzień dobry - przywitała się blondynka, gdy wraz z Jack'iem przekroczyła próg pomieszczenia, w którym znajdowała się trójka dorosłych.
- Kimberly Crawford! Miło mi - powiedział King i ucałował dłoń nastolatki. - Niestety, mam ważne spotkanie. Do zobaczenia...
- Kto to? - zapytał szatyn, gdy w sali została ich tylko czwórka.
- Steven, fotograf - odparł jego ojciec. - Będziesz musiał mu odstąpić Kim na jeden dzień.
- Nie wydaje mi się - mruknął i objął ją od tyłu w talii, na co każdy obecny, nawet on i blondynka, się zaśmiał.
Mężczyzna, wychodząc z Domu Mody, napotkał się na Lindsay, która promiennie uśmiechnęła się na jego widok. Znali się oni bowiem już wcześniej, gdyż szatynka brała udział w jednej z jego sesji. Wypadła na niej bardzo dobrze tylko i wyłącznie z jednego powodu. Ten, kto znał Kinga, znał również plotki krążące wokół jego osoby. Te dobre i te niekoniecznie.
- Lindsay, dobrze cię spotkać - uśmiechnęli się do siebie. - Za kilka dni zapraszam na sesję, Victoria powie ci szczegóły.
- Tylko ja? - mruknęła.
- Oprócz ciebie, pięć innych, ale nie razem. Wiesz, o co mi chodzi, prawda?
- Oczywiście - rzuciła. - Mam tylko jedno pytanie. Kto?
- Melissa, Susan, Olivia, Jessica i Kimberly.
Na dźwięk ostatniego imienia, dziewczyna uśmiechnęła się chytrze. Wreszcie zyskała szansę, że jest lepsza od blondynki. Tylko, czy to był jedyny powód?


Krótki i trochę bez sensu, ale poczekajcie jeszcze góra rozdział. Niedługo zrobi się baardzo fajnie :D

poniedziałek, 2 czerwca 2014

{ Rozdział 19 }



- Tak się cieszę! - pisnęła uradowana Kimberly, rzucając się w ramiona Brewera po ogłoszeniu werdyktu przez Franceskę.
Dom Mody Victoria mógł obnosić się z wygraną, gdyż dosłownie dziesięć minut temu konkurs w Nowym Yorku się zakończył. Jury najbardziej przypadły do gustu kreacje z pod igły krawców z Miami.

W hotelu Morgan'a odbywała się uroczysta kolacja, by uczcić wygraną. Obecne były na niej wszystkie modelki - wraz z Kim i Lindsay, projektanci, Jack oraz Brody, który zajmował miejsce niedaleko zakochanej pary. Tym razem postanowili oni bowiem wziąć udział w tym wydarzeniu, lecz i tak Peterson był zdenerwowany obecnością Brewera.

Po około dwóch godzinach każdy rozszedł się do pokoju. Następnego dnia wieczorem mieli odlecieć do Miami. Crawford musiała, niestety, rozstać się z Jack'iem przy drzwiach jego apartamentu. Pocałowała go na pożegnanie i udała się do siebie. Po drodze jednak zaczepił ją Peterson, który stanął jej na drodze.
- Jak było na kolacji? - spytał i uśmiechnął się chytrze - Tym razem z Brewer'em postanowiliście przyjść? Wspaniałomyślne.
- O co ci chodzi? - spytała zdziwiona.
- O nic, tylko mówię...
- Do rzeczy - warknęła.
- Przynajmniej zeszliście coś zjeść zamiast cały czas się pieprzyć w pokoju - wybuchnął szyderczym śmiechem za co dostał od niej soczysty policzek. - Zachowaj energię dla swojego chłoptasia - mruknął i odszedł, a zdenerwowana dziewczyna zamknęła się w pokoju i poszła wziąć prysznic.
Przebrała się w piżamę, a następnie położyła do łóżka, lecz nie mogła zasnąć. Przez pół godziny przewracała się z boku na bok, ale nie zmrużyła oka nawet na sekundę. W pewnej chwili zadzwonił jej telefon, który leżał obok na stoliku nocnym. Zdziwiła się i to bardzo.
Kto dzwoni o północy?
Sięgnęła jednak po komórkę i odebrała połączenie.
- Halo? - rzuciła zmęczonym głosem.
- Witaj, śliczna. Tu Ricky - przedstawił się, czym wywołał grymas na jej twarzy.
- Czego chcesz? Wiesz, która godzina? - zbulwersowała się.
- Nie zajmę ci dużo czasu. Chcę ci tylko powiedzieć, że jutro się zobaczymy - zawiadomił. - Jadę do Miami nagrywać singiel, a Rosie razem ze mną.
- Z powodu wizyty Rose jestem szczęśliwa , ale z twojej już niekoniecznie - rzuciła. - A jeśli znowu spróbujesz takich akcji, jak rok temu to przysięgam, że cię zabiję.
Rozłączyła się i odstawiła telefon. Cieszyła się na odwiedziny swojej dawnej przyjaciółki, Rosalie Bennett, która dwa lata temu razem z rodzicami przeprowadziła się z Miami ze względu na pracę ojca. Stanley był bowiem czołowym producentem muzycznym, a w Los Angeles miał lepsze warunki do pracy. Tam właśnie poznała Ricky'ego - człowieka bez serca i zepsutego do szpiku kości. Ona się w nim zakochała, bo udawał czułego i romantycznego, a gdy przychodziło co do czego, zmieniał się diametralnie. Gdy razem z nią przyjechali na Florydę - lub Kimberly wybrała się z wizytą do Californii - bezczelnie podrywał blondynkę, lecz oczywiście gdy Rose nie widziała. Z początku dziewczyna chciała powiedzieć o tym przyjaciółce, lecz Weaver ją od tego skuteczni odwiódł.
- Chcesz, żeby cierpiała na wieść, że jesteśmy razem?
- Jakie razem, człowieku?! Ja cię nawet nie lubię!
- Może i masz rację, ale pomyśl... komu uwierzy? Ukochanemu, poza którym nie widzi świata, czy znajomej, którą widzi raz na kilka miesięcy? Zastanów, się, Kimmy... zastanów się.

****

Gdy Crawford z walizkami zjeżdżała windą na dół, spotkała Diego, który miał smętną minę. Był niezadowolony z powodu jej powrotu na Florydę. To pierwsza dziewczyna, której nie zdobył. Postanowił jednak spróbować ostatni raz.
- Hola, chica - mruknął.
- Spadaj, palancie - warknęła i odepchnęła go.
- Wiem, że za godzinę macie samolot, ale mogę się pośpieszyć - szepnął. - Nie byłaś u mnie - podszedł bliżej niej.
- Odwal się, zboczeńcu - fuknęła i odeszła, bo zobaczyła Jack'a stojącego nieopodal.

****

- Kim, skarbie... Kim, obudź się - szatyn od minuty próbował obudzić blondynkę, gdyż dosłownie przed chwilą wylądowali na lotnisku w Miami.
Dziewczyna była zmęczona i zasnęła niemal od razu po wejściu na pokład. Była druga w nocy, a ona ani myślała otwierać oczu. Niestety, musiała.
- Już jesteśmy? - spytała zaspana.
- Tak, chodź...
- Zanieś mnie! - jęknęła i wtuliła się w Jack'a.
- Jak wyjdziemy z samolotu to się zastanowię - uśmiechnął się, a po kilku minutach każdy już opuścił maszynę.
Kim szła cały czas przytulona do ukochanego i miała przymknięte oczy, a on musiał ją kierować. Kiedy mieli wracać do domu, wziął ją na ręce i zaniósł do auta.

****

Następnego dnia rano Kim obudziła się około jedenastej. Spojrzała na ekran telefonu i aż się wzdrygnęła. Zdziwiła się, że tak długo spała i szybko pobiegła do łazienki. Wzięła szybki prysznic, a następnie zarzuciła na siebie krótki bladoróżowy szlafrok i zeszła na dół, by zjeść śniadanie. Zdawało jej się, że słyszy jakieś głosy dobiegające z salonu. Postanowiła to sprawdzić, lecz w pewnej chwili zadzwonił dzwonek do drzwi. Poszła otworzyć i zauważyła Jack'a, który uśmiechał się chytrze i lustrował ją wzrokiem.
- Skąd wiedziałaś, że przyjdę? - mruknął, na co blondynka się zaśmiała i gestem ręki zaprosiła go do środka, po czym na powitanie wpiła się w jego usta.
- Dopiero wstałam.
- Masz gości? - zapytał, słysząc nieznajomy śmiech.
- Sama nie wiem - przyznała. - Chodź...
Chwyciła go za rękę i razem udali się do salonu. Kimberly aż otworzyła usta ze zdziwienia. Brewer przywitał się z Victorią, a jego wzrok powędrował na nieznajomego.
- Cześć, Ricky - mruknęła smętnie i uśmiechnęła się. - Gdzie Rosie?
- Jest zmęczona i została spać - poinformował blondyn.
- Nie przedstawisz mnie? - zapytał, uśmiechając się i obejmując ją w talii.
- Jack, to chłopak mojej przyjaciółki, Ricky. Ricky, to mój chłopak, Jack - rzuciła i lekko schowała za Brewerem.
- Kochanie, nie mówiłaś, że Rosalie przyjeżdża - powiedziała Victoria.
- Bo nie wiedziałam - skłamała i spojrzała wymownie na Weaver'a, któremu nie specjalnie przypadł do gustu ukochany blondynki. Jego wzrok spoczął na ich splecionych dłoniach, co trochę go zdenerwowało. To, że była ona w samym szlafroku też nie pomagało.
- No nic, ja lecę, bo mam z Davidem ważną sprawę do załatwienia - odparła kobieta i wyszła z domu. Blondyn również to zrobił, a po chwili Kimberly i Jack zostali sami. Chłopak spojrzał zdziwioną na dziewczynę, wlepiającą wzrok w podłogę.
- Kto to?
- Nikt ważny - stwierdziła. - Nie wiem co ubrać, doradź mi - pociągnęła go na górę, a zadowolony szatyn podążył za nią.
- Wiesz, że dla mnie nie musisz się stroić - zawiadomił i przyciągnął ją do siebie, a następnie pocałował w szyję. - Dla mnie to ty nawet tego szlafroczka nie potrzebujesz - szepnął jej do ucha, czym wywołał na jej twarzy delikatny rumieniec.
- Pozwolisz mi się ubrać w coś normalnego?
- Chyba znasz moją odpowiedź - mruknął i powoli zaczął rozwiązywać pasek od bladoróżowego materiału, przez co jego oczom ukazała się Kimberly jedynie w skąpej bieliźnie. Uśmiechnął się chytrze i wlepił wzrok w jej dekolt, za co dostał od niej lekko w ramię.
- A ty tylko o jednym - zaśmiała się.
Brązowooka poczuła jego ciepłe usta na swoich, a już po chwili oboje opadli na łóżko, namiętnie się całując...


Nie sprawdzany, więc pewnie od groma literówek i błędów, ale chciałam dzisiaj dodać. Więc.. oficjalnie. WRACAM TU ♥ 

PS. 5 rozdziałów + epilog i koniec :)

poniedziałek, 24 lutego 2014

Goodbye, everyone.

Jestem idiotką.
Nie przesadzam.
Pojebaną idiotką.
Nie dodaję rozdziałów. Przepraszam. Obiecuję. Znowu nie dodaję. Znowu przepraszam. Znowu obiecuję. Takim oto sposobem krąg się zatacza, a ja nic nie robię, bo nie mam na to czasu. Wniosek jest tylko jeden.
Odchodzę.
Ze wszystkiego.
Każdy blog, jaki mam, przestanie funkcjonować.
Nie usunę ich jednak. Będą dalej.
Wrócę?
Tak.
Kiedy?
W maju, dokładnie pierwszego.
Z czym?
Z nowymi rozdziałami, oraz z kilkoma nowymi blogami i... Leolivią.
Dla zainteresowanych linki:
THE FUTURE SOUNDS LIKE US.
YOU ARE MY DESTINY. DO NOT BE AFRAID, JUST ACCEPT IT.
SOMOS DE DOS MUNDOS DIFERENTES.
ONE DECISION CAN MAKE CHANGE YOUR LIFE IN NIGHTMARE
Mam nadzieję, że te kilka tygodni beze mnie wyjdą wam na dobre. Wybaczcie, ale muszę się skupić przede wszystkim na nauce.
Zapomnicie o mnie?
Oby nie.
Od razu uprzedzam, że większość blogów oczywiście będę czytać, ale nie zawsze komentować. Do zobaczenia... kiedyś.
Wasza AleXandra Howard <3

poniedziałek, 20 stycznia 2014

{ Rozdział 18 }



Bez deszczu nigdy nie wyjdzie tęcza. Bez płaczu nigdy się nie uśmiechniesz. Bez zła nigdy nie będzie dobra. Bez nocy nigdy nie będzie dnia. Bez zaznania cierpienia nigdy nie zaznasz prawdziwego szczęścia. Tak niewiele brakuje, by wszystko runęło w gruzach. Wszystko potrafi upaść w jednej chwili, lecz jeśli się postarasz - nawet najmniejszy szczegół będzie przypominał bajkę.

Jack obudził się jako pierwszy. Spojrzał na ukochaną, która ciągle słodko spała, uśmiechając się. Pocałował ją w czoło i odgarnął niesforny kosmyk błąd włosów, opadających na jej twarz. Chwilami nie mógł uwierzyć, że miał takie szczęście. Najlepsza dziewczyna pod słońcem leżała właśnie obok i wtulała się w jego nagi tors.
Nie miał serca, by ją obudzić, lecz donośne pukanie do drzwi pokoju hotelowego zrobiło to za niego. Blondynka, na ten dźwięk, natychmiast uniosła powieki. Pierwsze, co zobaczyły jej orzechowe oczy to szatyn, który uśmiechnął się słodko w jej stronę.
- Mam nadzieję, że dobrze się spało - rzucił.
- Z tobą zawsze - odparła składając delikatny pocałunek na jego ustach, który z każdą chwilą stawał się coraz bardziej łapczywy. 

Szatyn wsunął rękę pod kołdrę, a jego lewa dłoń gładziła udo Kimberly. Ona z kolei zaczęła bawić się jego włosami. Cicho westchnęła, gdy przyssał się do jej szyi.
- Jack, opanuj się - mruknęła i uśmiechnęła się. - Musimy wstawać.
- Wolę zostać w łóżku - stwierdził i zjechał z pocałunkami na dekolt nastolatki.
Kim nie wytrzymała i przyciągnęła go do siebie, a następnie wpiła się w jego usta. Gdy z nim była, traciła nad sobą kontrolę. Mogła zrobić dla niego wszystko...
Nastolatkowie zajmowali się sobą i starali nie zważać się na dźwięki dobiegające z korytarza, lecz w końcu musieli zareagować.
- Otwórz - powiedziała.
- Muszę? - jęknął zrezygnowany - Jak to twoja mama, albo mój tata?
- Nikt nie powiedział, że musisz tego kogoś od razu wpuszczać, kochanie - zauważyła. - No idź...
Chłopak szybko ubrał bokserki oraz spodnie i podszedł do drzwi, podczas gdy Crawford okryła się kołdrą. Gdy je otworzył, miał wielką ochotę zaraz zamknąć. Przed oczami bowiem zobaczył Lindsay, która na jego widok aż zaniemówiła. Uśmiechnęła się chytrze, jeszcze nigdy nie widziała kogoś tak dobrze zbudowanego.
On jest idealny! Ma być mój, a nie tej suki!
- No witaj, skarbie - zamrugała oczami. - Nie przeszkadzam?
- Właściwie tak i to bardzo - mruknął niezadowolony. - Jeśli możesz to...
- Tak, jasne! Z przyjemnością pójdę do twojej sypialni - pisnęła i wprosiła się. Brewer natychmiast poszedł za nią próbując ją stamtąd wygonić. Niespecjalnie chciał, by Williamson zobaczyła blondynkę, na dodatek leżącą w łóżku.
- Jackie!! - wrzasnęła wściekła szatynka.
 Było ją słychać chyba na pół hotelu Morgan'a. Zobaczyła w sypialni swojego ukochanego, największą rywalkę - Kim... nagą Kim okrytą kołdrą, która na widok Lindsay aż lekko podskoczyła z wrażenia.
- Co ty tu robisz?! - zbulwersowała się brązowooka.
- Przyszłam do Jack'a, a ty co robisz?! Na dodatek bez ubrań!
Dopiero teraz spostrzegła, że części garderoby Crawford są rozrzucone po większej części sypialni, a koszulka Brewera znajdowała się w rogu pomieszczenia.
- A nie widzisz? - prychnęła, jakby to była oczywistość. W dziewczynie się gotowało. Jak on mógł chociażby ją dotknąć? Przecież to Lindsay była lepsza i to ona miała go zdobyć.
- Powinnaś już iść - zauważył szatyn i niemal siłą wyrzucił szatynkę za drzwi, które zamknął od środka. Wrócił do ukochanej, której... nie było. Domyślił się jednak, że jest ona w łazience. Postanowił skorzystać z okazji i szybko się ubrał. Po kilku minutach zobaczył blondynkę, na dodatek owiniętą jedynie śnieżnobiałym ręcznikiem. Błyskawicznie znalazł się obok niej i gwałtownie wpił się w jej usta.

****

Wściekła Williamson przemierzała hotelowe korytarze bez większego celu. Buzowała w niej wściekłość oraz nienawiść, rosnąca z każdą chwilą. Nie mogła zrozumieć czego jej brakuje. Piękna, szczupła, na dodatek modelka. Czemu to nie ona była na miejscu Kimberly? Czemu to nie ją wybrał? Stworzyliby przecież piękną parę.
W pewnej chwili szatynka natknęła się na zdenerwowanego Brody'ego. Co się stało? Niedawno odbyta rozmowa z Pablo Cortez'em nie należała do najprzyjemniejszych. Chociaż żadna do takich się nie zalicza.
- Co ty taka wkurzona? - zaśmiał się. - Stało się coś?
- Stało się coś?! Stało się coś?! - przedrzeźniała go. - Ty serio chcesz wiedzieć co się stało?!
- Dlatego zapytałem - spojrzał na nią z politowaniem.
- No dobrze, ale niech potem nie będzie na mnie - warknęła. - Poszłam do Jack'usia, a jak mnie nie chciał wpuścić to weszłam sama. Nie zgadniesz, kogo zobaczyłam w jego łóżku! On zaliczył tą sukę, Brody! I to pewnie nie raz! Żebyś tylko widział, jak to wyglądało. Porozrzucane ubrania po całej sypialni! - pisnęła przerażona, a dłonie Petersona zacisnęły się w pięści. Bez słowa wyminął Lindsay i poszedł do swojego pokoju. Domyślał się, że Kimberly jest jeszcze u Brewera, więc postanowił z nią porozmawiać kiedy indziej...

****

- To musi tyle trwać? - pytał co chwilę Jack, siedzący na łóżku w pokoju Kim podczas gdy ta zmieniała strój. - Wiesz, że dla mnie nie musisz się ubierać? - zażartował.
Choć dla niego nawet w luźnych dresach, za dużej koszulce i rozmazanym makijażu wyglądała jak miss świata.
- Chodź na to śniadanie, jestem głodna - rzuciła i pociągnęła go za rękę w stronę wyjścia.
Weszli do windy, która zjeżdżała na dół do restauracji. Szatyn wprost nie mógł się powstrzymać i od razu po zamknięciu elektrycznych drzwi, żarliwie pocałował swoją wybrankę.

****

- Mamy do pogadania, kochanie - warknął Brody w kierunku zniesmaczonej jego obecnością brązowookiej.
Miał szczęście, gdyż Brewera nie było w pobliżu, ponieważ rozmawiał z David'em.
- Czego chcesz? - odparła i spojrzała w jego stronę z wyraźnym znudzeniem malującym się na, jeszcze przed chwilą uśmiechniętej, twarzy.
- Słyszałem, że nie próżnujesz - zaśmiał się chytrze, lecz ta go nie zrozumiała. - Lindsay powiedziała mi, że przyłapała was w pokoju tego frajera. Zachowujesz się jak szmata, dajesz się posuwać na prawo i lewo - mruknął. Chciał ją sprowokować, by zobaczyć jej reakcję. Jednak bardzo go zaskoczyła.
- Szmata, tak? Oj, przepraszam, ale czy ja dzwoniłam do burdelu, żeby zamówić sobie dziwki do domu pod nieobecność rodziców, gdy jeszcze byliśmy razem, czy raczej ty? - prychnęła i uśmiechnęła się zwycięsko. - A tak mi wmawiałeś, jak to bardzo mnie nie kochasz. Jesteś żałosny, wiesz?
- Skąd ty...
- Ma się swoje źródła - mrugnęła porozumiewawczo.
Odwróciła się na pięcie i odeszła, zostawiając wściekłego Petersona samemu sobie. Chłopak zaklął pod nosem i wyszedł na ulice Nowego Yorku, by zaczerpnąć świeżego powietrza i pozbierać myśli.

****

- Ricky! Ricky, skarbie! - pisnęła Rose, rzucając się na szyję swojego chłopaka, popularnego piosenkarza Ricky'ego Weaver'a.
- O co chodzi, kochanie? - spytał, uśmiechając się w kierunku drugiej połówki i składając na jej ustach delikatny pocałunek.
- Nie uwierzysz! Jadę z tobą do Miami - rzuciła uradowana. - Zobaczę się z Kimmy.
- To wspaniale - rzucił, jednak nie podzielał jej entuzjazmu. Wolałby sam odwiedzić Florydę, a z Bennett nie miałby odpowiednich warunków do rozmowy z Crawford. Słyszał, że jej związek z Brody'm uległ rozpadowi, więc droga do blondynki była już prosta. Nie wiedział jednego - ktoś już skradł serce Crawford.
Kim, niedługo się spotkamy...


Wiem i przepraszam :(( Strasznie długo nie było rozdziału, ale jakoś straciłam wenę na tego bloga. Rozdział postaram się dodać jutro, ale zobaczymy.. jakoś nie umiem tutaj teraz nic napisać ;c

sobota, 21 grudnia 2013

{ Rozdział 17 }



Dlaczego nie może być jak w bajce? Dlaczego wszystko musi się walić? Dlaczego człowiek musi cierpieć? Dlaczego życie jest takie okrutne? Gdy jesteś w niebezpieczeństwie robisz co możesz, by wydostać się z opresji. Niestety, w tej sytuacji wszystko zależy od kogoś innego. Ma on w garści całego ciebie. Wie, że jesteś zdany na niego. Potrafi przekreślić wszystko jednym słowem lub gestem. Jeśli coś pójdzie nie tak, nic nie będzie takie samo. Wystarczy tylko jeden błąd, jedno potknięcie, jedna chwila zwątpienia i koniec tej gry. Brutalnego wyścigu z czasem zwanego... życiem.

Podczas gdy w Nowym Yorku do końca konkursu zostały zaledwie cztery dni, Victoria i David byli coraz bardziej pewni wygranej. W każdym pokazie spisywali się najlepiej. Jury obdarowywało ich wysokimi wynikami, a zaproszeni widzowie i nieco ważniejsi ludzie ze świata modelingu zachwycali się urodą modelek. I tych starszych, i tych w wieku podobnym bądź takim samym, jak Kimberly. Jeszcze tylko dwa pokazy. Jeden, który miał odbyć się za niespełna trzy godziny i drugi - ostatni, kiedy ogłaszane są wyniki.

Kim przebywała w pokoju hotelowym i zastawiała się co ubrać. Przed chwilą brała prysznic i aktualnie stała w samym ręczniku. Gdy wodziła wzrokiem w poszukiwaniu jakiegoś odpowiedniego stroju usłyszała otwieranie drzwi. 
Ja je muszę zamykać! 
Zapominając o tym, że jest praktycznie naga zaczęła podchodzić do nich, a sekundę później jej oczom ukazał się... we własnej osobie syn właściciela hotelu. Dziewczyna czuła się dość niekomfortowo. Stała przed obcym, na dodatek zakochanym w niej, chłopakiem, który wzrokiem pozbawiał ją ręcznika.
- Diego, cholera jasna! - warknęła - Wyjazd stąd! A następnym razem pamiętaj, że się puka!!
- Nie wiedziałem, że jesteś taka śliczna... chociaż bez niczego byłoby ci o wiele ładniej - mruknął. - Wiem, że za kilka godzin jest pokaz, ale chyba możemy się zabawić. Nie powiem Jack'owi.
Zaczął podchodzić bliżej, lecz został odepchnięty. Blondynka nie miała najmniejszej ochoty na jego towarzystwo. Wiele by dała, żeby na miejscu Morgan'a znajdował się Brewer.

- Człowieku, daj mi wreszcie święty spokój! - krzyknęła - Przychodzisz tu jak do siebie i jeszcze uważasz się za nie wiadomo kogo! Odejdź...
- A co jeśli nie? - prychnął.
- Będą cię zbierać z podłogi - nagle oboje usłyszeli głos Jack'a, który również chciał złożyć wizytę ukochanej. Zdziwiły go otwarte drzwi, więc postanowił wejść do środka. Na zastały widok miał ochotę po prostu zabić Diego. Jaki chłopak pozostałby spokojny, gdyby zobaczył, że inny podwala się do jego dziewczyny stojącej w samym ręczniku? Na pewno nie on...
- Nie słyszałeś jej? Wypad - warknął, a Latynos powoli opuścił pokój, przedtem uśmiechnąwszy się jeszcze w kierunku Kimberly.
Gdy go już nie było, dziewczyna przytuliła się do szatyna i szepnęła cicho: Dziękuję. Chłopak słabo się uśmiechnął i delikatnie musnął jej usta. Kim natychmiastowo odwzajemniła pocałunek, który z każdą chwilą stawał się coraz bardziej namiętny i łapczywy. 
 
Oboje pragnęli siebie nawzajem, lecz wiedzieli, że w tamtej chwili nie mieli na co liczyć. Mimo to nigdzie im się nie śpieszyło. Ręce Jack'a wkradły się pod ręcznik brązowookiej obejmując jej pośladki. Crawford dopiero wtedy odzyskała zdrowy rozsądek i w mgnieniu oka oderwała się od Brewera.
- Nie możemy. Nie teraz - oświadczyła, co wywołało grymas na twarzy towarzysza.
- Oj noo... zostały nam niecałe trzy godziny - mruknął muskając jej szyję. Ku jego niezadowoleniu, Kimberly pozostała nieugięta. - Jesteś w samym ręczniku. Nie masz prawa wymagać ode mnie, żebym się powstrzymał - stwierdził i przyciągnął ją bardzo blisko siebie.
- Obiecuję, że dzisiaj ci to wynagrodzę - szepnęła i, uśmiechając się zalotnie, z pierwszą lepszą sukienką pobiegła do łazienki.
Uwinęła się najszybciej jak mogła. Ubrała kwiecisty krótki top, miętowe szorty, a włosy lekko podkręciła. Wzięła dodatkowo długie kolczyki, trzy bransoletki i była gotowa.
Gdy wróciła do chłopaka, ten tylko się uśmiechnął i znowu dzisiaj ją pocałował.
- Jesteś niemożliwa - zaśmiał się, na co ta posłała mu pytające spojrzenie. - Najpierw mówisz mi, że nie możemy, a teraz ubierasz się najseksowniej jak tylko można.
Dziewczyna posłała mu uroczy uśmiech i delikatnie musnęła jego usta, lecz od razu się od niego oderwała. Kochała się z nim droczyć.
- Chodź już – powiedziała, ubierając baletki i chwytając torebkę, a następnie udała się do drzwi. Jack przez cały czas pożerał ją wzrokiem. Dosłownie każdy aspekt blondynki działał na niego jak osobisty narkotyk... po prostu nie mógł oderwać od niej wzroku. Pragnął ją ciągle całować i dotykać, potrzebował tego jak powietrza.
- I tak mi nie uciekniesz - szepnął jej jeszcze do ucha, a po chwili wyszli z pokoju.

****

- Dajcie z siebie wszystko! - rzuciła jeszcze Victoria zanim modelki musiały wyjść na wybieg i prezentować kreacje. Lindsay wręcz wychodziła z siebie na widok Crawford w towarzystwie Brewera.
On ją rozbiera wzrokiem! Czemu to ja nie jestem na miejscu tej ofermy?, zastanawiała się podczas gdy chłopak cały czas trzymał dziewczynę w ramionach.
- Powodzenia - szepnął. - I pamiętaj o swojej obietnicy - uśmiechnął się szeroko.
- Tego możesz być pewien - musnęła jeszcze jego policzek i w pośpiechu udała się do reszty modelek.

****

Kolejny pokaz okazał się sukcesem, a zadowolona blondynka wróciła do swojego pokoju hotelowego. Było już po dwudziestej drugiej, lecz w ogóle nie czuła się zmęczona. Chodzenie po wybiegu to jej żywioł, czuje się wtedy jak ryba w wodzie. To jest to, co kochała i chciała robić najdłużej jak się da.
Szybko ściągnęła buty, rzuciła torebkę na stolik i udała się do łazienki, by wziąć prysznic. Zrzuciła z siebie ubrania, odkręciła wodę i pozwoliła, żeby gorąca ciecz oblewała jej ciało. W pewnej chwili usłyszała cichy hałas, który zagłuszyła woda. Nie przejęła się nim zbytnio i zignorowała go.
Po kilkunastu minutach wytarła się i owinęła ręcznikiem. Wysuszyła włosy, a następnie je rozczesała. Ubrała bladoróżowy szlafrok i wyszła. Światło było zgaszone, co ją zdziwiło. Po omacku szukała włącznika, a gdy go znalazła... doznała szoku. Na jej łóżku, jak i po całym pokoju rozsypane były płatki czerwonych róż. Pierwszą osobą, która przyszła na myśl dziewczynie był Jack. Uśmiechnęła się tylko i lekko zarumieniła. W pewnej chwili ktoś objął ją od tyłu i zaczął muskać po szyi.
- Kotku, nie trzeba było - rzuciła. Mimo iż nie widziała jego twarzy, wiedziała kto to. Odwróciła się do niego przodem i chciała pocałować, lecz... nie zobaczyła swojego chłopaka. - DIEGO?!?!
- Podoba się? - spytał i uśmiechnął się zalotnie, za co Crawford miała ochotę go spoliczkować.
- Czy się podoba? Jesteś idiotą! Co ty sobie wyobrażasz? - krzyczała wyprowadzona z równowagi. - Idę się teraz ubrać, a kiedy wrócę to tego ma już tu nie być.
Ten kretyn wziął klucz z recepcji, pomyślała oburzona zakładając poprzednie ubrania. Szybko weszła do pokoju z nadzieją, że wszystko wróciło do porządku, ale czekało ją rozczarowanie. Nic bowiem nie było uprzątnięte, a chłopak na dodatek ciągle chytrze się uśmiechał.
- Skoro tak się napracowałem to może zróbmy z tego użytek - mruknął. Podszedł  i chciał dobrać się do jej bluzki, co przeważyło szalę.
Blondynka sprzedała mu policzek i, zakładając buty, opuściła pokój. Nie miała ochoty dłużej oglądać Diego. Kroki skierowała do pokoju Jack'a. Zapukała do drzwi i weszła do środka. Brewer zdziwił się jej zachowaniem. Była zdenerwowana i podburzona. Zaczęła przez chwilę nerwowo stąpać po podłodze, aż w końcu usiadła na łóżku. Szatyn zrobił to samo.
- Coś się stało? - zadał pytanie.
- Ten idiota wszedł do mnie gdy brałam prysznic i wszędzie rozsypał płatki róż! Jeszcze powiedział, że "możemy zrobić z tego użytek".  - przedrzeźniała go. - Jeszcze próbował mnie rozebrać! Jest niemożliwy! Co on sobie myślał?
Po jej słowach, chłopak sztucznie się uśmiechnął i zaczął podążać do drzwi.
- Jack!
- Idę zabić tego idiotę, wrócę za chwilę - oświadczył jakby to była oczywistość. Brązowooka natychmiast do niego podbiegła i stanęła mu na drodze.
-  Nie, nie idziesz - zaprzeczyła i położyła mu ręce na ramionach. - Spokojnie, nic się nie stało.
- Kimmy, proszę cię. On myślał, że prześpi się z moją dziewczyną i powinien już nie żyć - stwierdził i uśmiechnął się słodko. - Chciał cię zaciągnąć do łóżka, a jeszcze przedtem wpadł gdy byłaś praktycznie bez niczego. I niby nic się nie stało?
- Jestem twoja, tylko i wyłącznie - mruknęła. - Żaden facet, a tym bardziej taki jak on, tego nie zmieni.
Osiemnastolatek bez zastanowienia gwałtownie wpił się w jej usta i objął w talii. Po chwili zabrał się za ściąganie kwiecistej bluzki, która znalazła się w kącie pomieszczenia. Dziewczyna szybko uporała się z kilkoma małymi guzikami trzymającymi jego koszulę, a po chwili poczuła, że odrywa się od podłogi. Brewer wziął ją na ręce podczas gdy ona owinęła nogi wokół jego bioder. Powoli położyli się na łóżku. Chłopak podpierał się na łokciach, a jego język pieścił podniebienie Kimberly. Zszedł z pocałunkami na jej szyję, na co cicho westchnęła. Po jego ustach pozostało kilka śladów w postaci malinki. Całował teraz nieokryte części jej piersi, a po chwili zamienili się miejscami i teraz to blondynka leżała na nim.
 
W mgnieniu oka oboje pozostali w samej bieliźnie. Dziewczyna uśmiechnęła się i usiadła na nim okrakiem. Rozpięła stanik i wyrzuciła w głąb pokoju. Jack wprost pożerał ją wzrokiem. Chwilami nie mógł uwierzyć, że los obdarował go takim wspaniałym prezentem. Kim to najlepsza rzecz jaka mu się przytrafiła. Czuł się za nią odpowiedzialny i wiedział, że musi ją chronić przed niebezpieczeństwem. Troszczył się i dbał o nią, bo bardzo mu na niej zależało. Jego mała i krucha księżniczka...
Zaczął całować ją po brzuchu i schodził coraz niżej, a po kilku sekundach blondynka pozostała całkowicie naga, tak samo zresztą jak i on Po raz kolejny poczuła jego ciepłe usta na swoich. W pewnej chwili... stało się, szatyn z impetem wszedł w brązowooką, na co ta głośno jęknęła jednocześnie z bólu i rozkoszy. Poruszał się raz szybciej, raz wolniej, przez co nastolatka ciągle wzdychała. Czuła się jak w niebie. Jeszcze nikt nie doprowadził jej do takiego stanu, jeszcze nikt tak bardzo jej nie kochał...

****

Diego siedział zdenerwowany w swoim pokoju. Jego genialny plan wziął w łeb nawet szybciej, niż w ogóle się zaczął. Był zły na siebie, na Kim, na Jack'a... ogólnie na cały świat. Jak mogło mi się nie udać?! Wpatrywał się w sufit i dalej snuł rozmyślania o Kimberly. Nie myślał racjonalnie i jedyne na co przychodziło mu do głowy to kolejny i - jego zdaniem - genialny plan. Wymagał on jednak czasu, lecz Morgan był cierpliwy.
Poczekam, postanowił.
- Szykuj się, kochanie - mruknął do siebie. - Będziesz moja, choć jeszcze o tym nie wiesz.
Miał on do dyspozycji bowiem pewne informacje, które - jak na razie - nie mogły wyjść na światło dzienne. Doskonale zdawał sobie z tego sprawę on... i ktoś jeszcze. Jak można go nazwać? Wspólnik? Nie, to nie odpowiednie określenie. Wróg? Tak też nie... więc kto? Siedzą w tym razem i zdają sobie sprawę z konsekwencji. Chociaż latynos posiadał pewnego asa w rękawie.
- Jeszcze kilkanaście dni i koniec - zaśmiał się. – Całkowity koniec…

****
Po kilku godzinach było po wszystkim. Brewer i Crawford opadli zmęczeni na łóżko. Dla dziewczyny była to najwspanialsza noc w życiu. Uśmiechnęła się delikatnie, gdy szatyn znowu muskał jej szyję.
- Kocham cię - westchnęła, co wywołało uśmiech na jego twarzy. Blondynka wtuliła się w Jack'a i przymknęła oczy. - Nawet nie wiesz jak bardzo...
 
Mam nadzieję, że się podoba. Dodałam bo Patty mi kazała, więc rozdział dla niej xd Do następnego :*