czwartek, 12 czerwca 2014

{ Rozdział 20 }


- Powinniśmy wstawać - zauważyła blondynka, kreśląc palcem kółka na torsie Brewera, gdy po dwóch godzinach było po wszystkim.
- Jakoś nie mam ochoty - mruknął i pocałował ukochaną w czubek głowy. - Za bardzo mi się tu podoba - stwierdził, a sekundę później namiętnie wpił się w jej usta. Położył się na niej, podpierając się rękami, by jej nie skrzywdzić. Dziewczyna odwzajemniła gest, żarliwie go pogłębiając. Zjechał z pocałunkami na jej szyję, robiąc kolejną malinkę. Jego ręka wkradła się pod kołdrę i gładziła udo Kimberly.
 - Jesteś... niemożliwy - westchnęła, gdy chłopak zaczął pieścić jej piersi. - Musimy... iść... już prawie... druga.
- No wiem - mruknął i delikatnie musnął usta drugiej połówki.
Chcąc, nie chcąc, ubrali się, a po kilkunastu minutach byli w drodze do Domu Mody.
- Zapomniałem zapytać, kim jest ten cały Ricky - zauważył Brewer, na chwilę odrywając wzrok od jezdni.
- Nikt ważny - skwitowała. - Chłopak mojej przyjaciółki, ale to już chyba wiesz. Sama za dobrze go nie znam.
- Może jestem przewrażliwiony, ale wydawało mi się, że dziwnie na ciebie patrzył.
Crawford zaśmiała się nerwowo, nie chciała mówić Jack'owi o sytuacji związanej z Weaver'em. Wiedziała, jaka będzie jego reakcja i wolała jej raczej uniknąć. Poza tym, za dwa dni on i Rosalie wracają do Chicago i nie wiadomo kiedy znowu wrócą do Miami. Spięcia Brewera i blondyna były rzeczą najmniej pożądaną. Na dodatek Bennett dowiedziałaby się o drugiej twarzy swojego chłopaka. Być może wyszłoby jej to na dobre, lecz Crawford nie chciała narażać jej na cierpienie.
- Co? Nie, wydawało ci się - skłamała i uśmiechnęła się sztucznie, lecz go tym nie nabrała.
- Kimmy, mnie nie oszukasz. Jak kłamiesz, zawsze się tak uśmiechasz - stwierdził, a Crawford westchnęła ciężko.
- To wkurzające, że znasz mnie na wylot - fuknęła, udając obrażoną, lecz za chwilę oboje się roześmiali.

****

Gdy para wyszła z samochodu, zaczęła kierować się do wejścia. Jednak po drodze natknęli się na Ricky'ego w towarzystwie średniego wzrostu szatynki.
- Rosie!
- Kim! - pisnęły niemal jednocześnie i się przytuliły. - Dawno cię nie widziałam! Opowiadaj, co się działo przez ten czas.
- Rosalie, poznaj mojego chłopaka, Jack'a - powiedziała i chwyciła jego dłoń, co spotkało się z chłodnym spojrzeniem ze strony blondyna.
- Miło mi - uśmiechnęli się do siebie.
- Przykro mi, ale musimy lecieć. Za chwilę mamy być w wytwórni - rzucił Weaver, a minutę później pary nie było w zasięgu wzroku.
Brewer i Crawford weszli do Domu Mody.

W sali konferencyjnej toczyła się rozmowa Victorii, Davida i jednego z czołowych fotografów - Steven'a Kinga. Mężczyzna zainteresowany był bowiem paroma modelkami, które miałyby wziąć udział w sesji do najnowszego wydania jednego z popularnych magazynów. Widział on bowiem kilka pokazów w Nowym Yorku i wytypował kilka potencjalnych kandydatek.
- Każda wzięłaby udział w oddzielnej sesji - oświadczył. - Z tego co zauważyłem, sześć modelek byłoby odpowiednich. - Olivia Duncan, Melissa Brooke, Susan Collins, Lindsay Williamson, Jessica Thomson i Kimberly Crawford - zakończył. - Zacząłbym nawet od dzisiaj i przez kilka kolejnych dni, jeśli oczywiście wyrazilibyście na to zgodę.
- Gdzie miałoby się to odbyć? - zapytał Brewer.
- U mnie w studiu - powiedział brunet, uśmiechając się delikatnie. Miał dwadzieścia pięć lat i już od małego jego ulubionym zajęciem było bieganie z aparatem. Ciągle powtarzał, że zostanie słynnym fotografem, a jego marzenia wkrótce się spełniły. Jedno z czołowych wydawnictw zatrudniło go na staż, a po kilku latach stał się najlepiej opłacanym człowiekiem w swojej branży.

- Dzień dobry - przywitała się blondynka, gdy wraz z Jack'iem przekroczyła próg pomieszczenia, w którym znajdowała się trójka dorosłych.
- Kimberly Crawford! Miło mi - powiedział King i ucałował dłoń nastolatki. - Niestety, mam ważne spotkanie. Do zobaczenia...
- Kto to? - zapytał szatyn, gdy w sali została ich tylko czwórka.
- Steven, fotograf - odparł jego ojciec. - Będziesz musiał mu odstąpić Kim na jeden dzień.
- Nie wydaje mi się - mruknął i objął ją od tyłu w talii, na co każdy obecny, nawet on i blondynka, się zaśmiał.
Mężczyzna, wychodząc z Domu Mody, napotkał się na Lindsay, która promiennie uśmiechnęła się na jego widok. Znali się oni bowiem już wcześniej, gdyż szatynka brała udział w jednej z jego sesji. Wypadła na niej bardzo dobrze tylko i wyłącznie z jednego powodu. Ten, kto znał Kinga, znał również plotki krążące wokół jego osoby. Te dobre i te niekoniecznie.
- Lindsay, dobrze cię spotkać - uśmiechnęli się do siebie. - Za kilka dni zapraszam na sesję, Victoria powie ci szczegóły.
- Tylko ja? - mruknęła.
- Oprócz ciebie, pięć innych, ale nie razem. Wiesz, o co mi chodzi, prawda?
- Oczywiście - rzuciła. - Mam tylko jedno pytanie. Kto?
- Melissa, Susan, Olivia, Jessica i Kimberly.
Na dźwięk ostatniego imienia, dziewczyna uśmiechnęła się chytrze. Wreszcie zyskała szansę, że jest lepsza od blondynki. Tylko, czy to był jedyny powód?


Krótki i trochę bez sensu, ale poczekajcie jeszcze góra rozdział. Niedługo zrobi się baardzo fajnie :D

10 komentarzy:

  1. rozdzial cudny!
    Jezu jak ci zazdroszcze talentu :D
    Czekam na next i zapraszam do mnie :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo fajny, choć krótki, ale to umniejsza mu uroku :)
    Świetnie piszesz.
    Czekam na następny <3 ~ Ta inna niż wszyscy

    OdpowiedzUsuń
  3. zajebisty *,*
    tak bardzo kocham tego bloga. :D <3
    czekam na next ;3

    - Evelyyn Howard.

    OdpowiedzUsuń
  4. Rozdział super!
    Czekam na nn :-)

    OdpowiedzUsuń
  5. Rozdział cudowny <3
    I wcale nie jest bez sensu bo jest bardzo słodki <333
    Czekam nn *.*
    Weny <3 Kat <3

    OdpowiedzUsuń
  6. Boski rozdziale <3
    Nie ważne, że jest krótki, najważniejsze że jest :)
    Czekam na nn ;*

    OdpowiedzUsuń
  7. Fantastyczny ♥
    To nic że krótki :*

    Zapraszam na : http://moje-opowiadanie-mnjw.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń